Ciało Boga w moim ciele

            Bóg, który daje się połykać i znika w przepaściach naszego „serca”, który dostaje się do naszego krwiobiegu i ma większą moc wpływu na nasze ciało (szczególnie umysł) niż wszystkie bakterie i wirusy, natrafia na przeszkody ale nie są to biologiczne bufory utrzymujące nasze wnętrze w równowadze chemicznej ale bufory duchowe naszej produkcji.

             My blokujemy a On jest pokorny i nic się nie zmienia, tysiące razy przyjęty Jezus, i nic albo prawie nic. On i tak kocha i czeka i tak daje się ignorować i dlatego jest niesamowitym, szalonym z miłości Bogiem, dającym swoje Ciało bo może nas to kiedyś przemieni, kiedyś uratuje…

Jestem domem Boga, mieszkaniem Trójcy …

… nie ma nic piękniejszego, ważniejszego i zdumiewającego … a nas chrześcijan zachwycają i pociągają inne często pomniejsze rzeczywistości – to intrygujące, zastanawiające a może niepokojące.

            Jasne, że muszę stworzyć warunki do zaistnienia tego domu i wtedy każda komórka mojego ciała ma już inne DNA, wskazujące na przynależność do konkretnego Ojca i Jego Królestwa. Jesteśmy córkami i synami Pana wszechświata,  potężnego Władcy,  nie Jego kamerdynerami czy nawet zacnymi damami dworu a  dziećmi Jego i Jego królestwa i trudno żeby dla naszego życia nie miało to następstw bo to ta sama Krew …

Nowe Życie w Duchu Świętym -ciągle Nowe…..

  Bez stagnacji, w ciągłym ruchu, odnawianiu, przemienianiu, ożywianiu, zjednoczaniu to nieliczne tylko sposoby „życia” Ducha Świętego i w Nim. Każdego dnia On działa bez ograniczeń, rozsiewa Miłość, burzy mury, roznieca iskrę, płonie i porywa w drogę niezależnie od wieku, siły, zdrowia ale zależnie od woli i siły pragnienia.

  Jest nieznużony, oddany i posłany do świata, do Twojego serca.
Od dawna chce Twoje życie czynić ciągle nowym… tylko pozwól, wołaj i nie przestawaj i bądź gotowy… na niespodzianki…

Niebo… dalekie czy bliskie ?

Czekamy, tęsknimy, trochę się boimy a przecież tam będzie pięknie, niesamowicie bo On będzie blisko, bardzo blisko, „twarzą w Twarz”.

Tutaj „pierwsze rzeczy”  jeszcze nie przeminęły ale Jezus chce być przy człowieku i w nim. Chce kochać zawsze i pomimo wszystko a wtedy niebo jest równie blisko bo niebo to więź- wyjątkowa, bezwarunkowa więź… i tylko ja i Ty możemy ja zerwać- On nigdy. On chce naszego Nieba już teraz i na zawsze.

Już gościsz Jezu w sercu mym…

Zachwyca niewinność dzieci pierwszokomunijnych, które śpieszą do kościoła, najpierw z przejęciem i lekką niepewnością na pierwszą spowiedź, a potem z błyskiem w oku i białej albie już na samą uroczystość Pierwszej Komunii Świętej. Łza w oku kręci się ukradkiem pewnie niejednemu dziś już dorosłemu, gdy słychać jak kolejne pokolenie śpiewa, że „tak długo czekałam na tę chwilę”.

Czytaj dalej

Powołanie

Powołanie. Słowo klucz w tygodniu modlitw o powołania do służby Bożej w Kościele. Odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki, dla każdego znaczy pewnie jednak co innego.  W tej wielości skojarzeń najtrafniejsza wydaje się „definicja” świętego Jana Pawła II, który mówi, że to dar i tajemnica. Dar do którego dorasta się całe życie, dar wyjątkowy, bo taki, który aby mógł zaowocować w naszym życiu, musi być przyjęty i przeżyty na kolanach, na modlitwie, na rzeczywistym spotkaniu z Bogiem – Dawcą daru. Tajemnica znana tylko Bogu „dlaczego właśnie ja?”. Dowiemy się pewnie po drugiej stronie życia, jak to możliwe, że do swojej służby Bóg wybiera osoby z wielkich miast i małych wiosek, refleksyjnych melancholików i żywiołowych choleryków. Wszystkich, z różnych stron Pan Bóg zaprasza do swojej winnicy. Zaprasza i przechodzi dalej, zostawiając nam chwilę na podjęcie decyzji i uzdalniając jednocześnie do wypełniania powołania, bo przecież „wystarczy ci mojej łaski”. Czy jest we mnie na tyle odwagi, aby na wyjątkowe zaproszenie Boga odpowiedzieć?

Zmartwychwstanie…

…nie jest prostym zaprzeczeniem Krzyża… ale są to uwielbione rany…

Nie, naocznym świadkiem jego wskrzeszenia nie był nikt; my wszyscy jednak, którzy w Niego wierzymy, jesteśmy powołani do tego aby być Jego świadkami, gwarantami, żywymi dowodami tego, że On żyje. Przestrzenią jego wskrzeszenia nie jest zatem tylko to niewielkie ciasne miejsce w jerozolimskiej skale: przestrzenią Jego wskrzeszenia ma być nasze życie, nasze wnętrze,  nasze relacje.

Wskrzeszenie nie jest odpowiedzią na pytanie „ co się stało ze zwłokami”, lecz na pytanie co się stało z nami, kiedy nasze życie przeniknęła rzeczywistość Jego życia. Chrystus działa, jest żywy- i w twoim,    i w moim życiu, w naszej wierze, w naszej nadziei, w naszej miłości, w naszej historii.

Ukochany Papież, święty chodzący naszymi ulicami :)

Czasami brakuje mi… bliskich, bezpośrednich spotkań – tak tego, chyba najbardziej. Wiem, że jest z nami teraz inaczej: z  polską młodzieżą, rodzinami, każdym Polakiem. Chciałabym jak dawniej usłyszeć jego piękny głos, zobaczyć zatopioną w Bogu twarz… i doświadczyć tej mocy Ducha jaką promieniował – ten Święty żyjący pośród nas tak całkiem niedawno.

Wtedy 12 lat temu płakał prawie każdy, bo pozostawił po sobie pustkę i żal. Przy nim czuliśmy się bezpieczni, kochani i wyjątkowo ważni.

– On po prostu tak kochał jak wiedział, i wierzył że jest Kochany.

Maryja, Anioł i moje „tak”

            W wielkim skrócie było tak: USŁYSZAŁA  ZAUFAŁA I WYDAŁA NA ŚWIAT.

Właściwie tyle to potrafi prawie każda kobieta, która usłyszy, że jest kochana… zaufa, zawierzy siebie, dziecko, swoje losy i spełni swoje zadanie, posłannictwo, misję…

Ale dzisiaj nie wiadomo co jest trudniejsze bo ciężko nam usłyszeć co mówi Bóg, o co prosi, do czego zaprasza, równie niełatwo nam zaufać, zawierzyć, dać się poprowadzić.

Więc to wolimy pomijać, za to chcemy dawać Boga światu- to takie chlubne i ważne zadanie… i do tego prawie się pchamy zapominając o wstępnych warunkach i wtedy ryzykujemy, że damy falsyfikat, podróbę, substytut i co wtedy z naszą misją, zadaniem i odpowiedzią: ”oto ja…. …jaka ja? ” zasłuchana…? zapatrzona…? oddana…?

Cieśla mówiący milczeniem

Dlaczego nie zapisano w Ewangeliach ani jednego Jego słowa…. tak jak i słów wielu apostołów?

Czy słowa nie są ważne, czy słowa nie mają mocy czy nie mają sensu… czy tylko niektórzy mają do nich prawo…? nie to nic z tych rzeczy, po prostu są czyny ważniejsze od słów i te drugie wtedy zostają w cieniu.

Mówić trzeba i milczeć trzeba ale najpierw trzeba żyć, prawdziwie żyć… i po takim życiu zostanie ślad.