Maryja, Anioł i moje „tak”

            W wielkim skrócie było tak: USŁYSZAŁA  ZAUFAŁA I WYDAŁA NA ŚWIAT.

Właściwie tyle to potrafi prawie każda kobieta, która usłyszy, że jest kochana… zaufa, zawierzy siebie, dziecko, swoje losy i spełni swoje zadanie, posłannictwo, misję…

Ale dzisiaj nie wiadomo co jest trudniejsze bo ciężko nam usłyszeć co mówi Bóg, o co prosi, do czego zaprasza, równie niełatwo nam zaufać, zawierzyć, dać się poprowadzić.

Więc to wolimy pomijać, za to chcemy dawać Boga światu- to takie chlubne i ważne zadanie… i do tego prawie się pchamy zapominając o wstępnych warunkach i wtedy ryzykujemy, że damy falsyfikat, podróbę, substytut i co wtedy z naszą misją, zadaniem i odpowiedzią: ”oto ja…. …jaka ja? ” zasłuchana…? zapatrzona…? oddana…?