Nieegoistycznie zacząć od siebie

Gdyby tak pobawić się w grę słów i zmienić trochę szyk przykazania siebie i bliźniego na taką oto wersję: „Kochaj siebie samego jak bliźniego swego”. Gdy kocham potrafię wybaczyć. Gdy kocham, zależy mi żeby drugiej stronie nie sprawiać przykrości. Gdy kocham, umiem usprawiedliwić. Kiedy zależy mi na kimś to potrafię pocieszyć, poklepać po ramieniu, posłać  uśmiech i powiedzieć „Nic się nie stało”, „głowa do góry”, „chętnie pomogę”.  To teraz krótki rachunek sumienia: Czy potrafię wybaczyć sam sobie swoje niepowodzenia, błędy?, Czy potrafię poszukać zdrowego usprawiedliwienia gdy coś nie wyjdzie, czy dręczą mnie wyrzuty sumienia? Czy potrafię być miły sam dla siebie? Czy potrafię dobrze o sobie pomyśleć? Czy potrafię naprawdę się ucieszyć gdy coś jest OK, a nie szukać dziury w całym że mogłoby być lepiej? Odpowiedzi na te pytania zna każdy z nas. Pomimo powszechnego stereotypu mówiącego, że trudno jest kochać bliźniego, może się jednak okazać, że to z miłością do siebie samych mamy większy kłopot. Bo przecież tyle się mówi, żeby nie być egoistą zapatrzonym w czubek własnego nosa, że trzeba być dla… dla innych dobrym itd. Tymczasem wszystko zaczyna się w nas samych. Nie trzeba wielkich rewolucji światopoglądowych, wystarczy małymi krokami nieegoistycznie zacząć od siebie… A kiedy nam samym ze sobą będzie dobrze, to i innym z nami będzie lepiej.